Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 107 014 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

NOWY BLOG

wtorek, 25 lutego 2014 17:14

Zapraszam Was do mojego kolejnego bloga. Mam nadzieje, ze sie spodoba ;)

 

 

http://so-close.bloog.pl/


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

27.Koniec

środa, 09 stycznia 2013 22:22

Wszyscy byli juz na widowni. Gdzies zza kurtyny zauwazylam tate, michela i..... JUSTINA!?

 

__________________________________________________________________________

 

 

Cale przedstawienie potoczylo sie zgodnie z planem. No moze nie do konca...

Po czesci nie moglam sie skupic na mojej roli, ale nic nie pomylilam i pod koniec, gdy wszyscy wstali i zaczeli klaskac wydaje mi sie, ze docenili moje starania.

Kiedy juz wszyscy stalismy razem i klanialismy sie publicznosci nie moglam oderwac wzroku od Justina, chcialam, ale po prostu nie potrafilam. Usmiechalam sie zeby nie okazac cierpienia jednak w glebi serca czulam palaca mnie gorycz. Tesknilam za nim, tak cholernie za nim tesknilam, ze nawet nie jestem pewna czy jestem w stanie to jakos opisac. To jak gdyby stracic wzrok. Wiesz jakie piekne widoki Cie omina i wiesz ze nic juz z tym nie mozesz zrobic. Tak po prostu sie stalo i musisz z tym zyc, chociaz to bardzo boli. Ale czasem jakos sie do tego przyzwyczaisz.. Oczywiste, ze kazdego dnia bedziesz myslal o tym ile bys dal zeby moc odzyskac wzrok z powrotem, ale nic to nie zmieni. Zrozumiesz, ze to tylko zludne marzenia, maly kawalek Ciebie, ktory tyle znaczyl ktos ot tak Ci go odebral.

Gdy juz mielismy schodzic ze sceny za kulisy nagle chlopak, o ktorym nie moglam zapomniec wyszedl z pomiedzy tlumu probujac wszystkich przekrzyczec.

-Przeprasza na moment, bardzo chcialbym cos powiedziec – uslyszalam w koncu.

Jak to bylo w zwyczaju, na jego widok czesc osob zaczela szeptac, inna czesc wpatrywala sie oszolomiona, a jeszcze inna wyciagnela telefony i zaczela robic zdjecia i nagrywac.

Justin wspial sie na scene, spojrzal na mnie powalajacym wzrokiem, po ktorym moglabym sie spodziewac wszystkiego.

Stalam oszolomiona i jak niektorzy po prostu sie w niego wpatrywalam.

-Na poczatku chcialbym powiedziec, ze spektakl byl niesamowity – zaczal – Nie spodziewalem sie, ze kiedykolwiek cos mnie tak ujmie, az do dzisiaj.

Mowil to wszystko tak spokojnie, kontem oka zerkajac na mnie.

-Teraz specjalnie do aktorow – odwrocil sie w nasza strone – odwaliliscie kawal dobrej roboty!

Nie wiedzialam co on wyprawia i wlasciwie dlaczego to robi. Po co tutaj przyszedl!? Zeby mi pokazac jaki ma wplyw na wszystkich? Naprawde mogl sobie darowac...

-Stoje na tej scenie z jeszcze jednego powodu, dla mnie z pewnoscia najwarzniejszego – zamilkl na chwile, bylam pewna, ze w ten sposob chce wzbudzic we wszyskich napiecie – Jestem tutaj poniewaz chce sie przyznac, ze jestem najwiekszym idiota na swiecie.

Po sali rozeszly sie szumy, a ja po prostu sie usmiechnelam. Nie wiem dlaczego, tak zwyczajnie wydalo mi sie to zabawne. Wyobrazcie to sobie: na scenie stoi wasz idol i mowi „Jestem idiota”. Jak to brzmi? ;)

-Popelnilem w zyciu wiele bledow, ktorych zaluje, ale wlasnie ten jest z nich wszystkich najwiekszy. Oskarzylem kogos bezpodstawnie, nie zastanawiajac sie nad jego uczuciami.... a dokladnie nad jej uczuciami.

Justin spojrzal juz teraz tylko na mnie.

-Chce Cie za to wszystko przeprosic. Rozumiem jesli mi nie wybaczysz, ale wiedz, ze nigdy wiecej Cie nie zranie. Nigdy nie pozwole zeby ktos Cie zranil. Zawsze bede przy Tobie. Po prostu... kochaj mnie jak kiedys. Bo ja bardzo Cie kocham, najbardziej na swiecie i nie wyobrazam sobie zycia bez Ciebie.

Chlopak stal doslownie kilka centymetrow przede mna. Sala snow zaczela szeptac, a kilka kobiet wyraznie wzdychalo z zachwytu. A ja? Nie wiedzialam jak mam cokolwiek powiedziec.

-Justin... – wzielam jego mikrofon, ale trzymalam go tylko wzdloz ciala, bo nie chcialam mowic co czuje na forum calej Sali.

-Tak?

Milczalam. Ale moje milczenie nie bylo spowodowane niepewnoscia, bylam zupelnie pewna co chce powiedziec.

-Nie zranisz mnie?

-Nigdy wiecej, przysiegam – powiedzial bez namysly chwytajac mnie w pasie.

-Kocham Cie – wyszeptalam, a on w odpowiedzi namietanie mnie pocalowal.

 

I bajka, choc krotka, kiedys skonczyc sie musi.

Ale badzcie pewni, mimo ze bajka krotka – jednak zawsze kusi.   

KONIEC

 

P.S. Zapraszam was na mojego nowego bloga, ktory dopiero zaczynam. Mam nadzieje, ze sie wam spodoba;)

http://new-life-of-hanna.bloog.pl/


Podziel się
oceń
14
0
Tagi: koniec

komentarze (6) | dodaj komentarz

26.Znow w teatrze?

środa, 02 stycznia 2013 19:58

Zakonczylam to. Wiedzialam, ze postapilam slusznie, ale w glebi serca tego nie chcialam. Tylko kto w tym przypadku mial racje: rozum czy serce?

____________________________________________________________________________

 

Teraz inaczej rozumiem samotnosc. Nauczylam sie jej na pamiec – jest doslownie wszedzie. Otacza mnie z kazdej strony i nie pozwala mi sie wyrwac z jej szponow. Chociaz walcze, ciagle stawiam czola nowym przeciwnoscia losu to i tak czuje sie slaba niczym kwiat na pustyni, ktory z dnia na dzien walczy o przetrwanie, krzyczy z bolesci, emanuje cierpieniem to mimo to nikt nie da mu szansy. Chociaz stara sie z calych sil to predzej czy pozniej zwiednie, suchosc przeniknie do korzenia, a ziemia nawet nie zauwazy takiej straty, nie poczuje zadnego braku.

Codziennie wstaje i staram sie walczyc z moimi uczuciami, pokazuje, ze jestem silna. Jednak czasami chce by ktos zauwazyl, ze cierpie. By jakas bliska mi osoba powiedziala, ze nie liczy sie nikt inny poza Toba. Kazdego dnia widze twarze, ktore promieniuja radoscia, slysze smiechy nie majace pojecia o cierpieniu. A jednak w tym wszystkim jestem jeszcze ja.... Osoba, ktora po za nieudanym zyciem nie zna nic co dawaloby jej szczescie. Wypelniajac kazde zadanie, mysle tylko o nim. Chce Go, a jednoczesnie wiem, ze nie moge juz o niego walczyc. I chociaz jestes na wyciagniecie reki, to juz nie moge powiedziec Ci co czuje – a bardzo bym tego chciala. Zostalo jeszcze tyle niewypowiedzianych zdan, ktore powinienes uslyszec, oraz tyle slow, ktorych nigdy nie powinnam Tobie powiedziec. Wracaj do mnie. Walcz o mnie. Kochaj mnie.

-Jak sobie radzisz? – spytala Alice kiedy usiadlysmy w szkolnej stolowce.

Zapach swiezo przygotowanych dan obiadowych przyprawial mnie o mdlosci. Od kilku dni nie moglam nic w siebie wepchnac. Bylam glodna, ale jednoczesnie samo jedzenie nie sprawialo mi przyjemnosci.

-Sama nie wiem, ale chyba jakos daje rade.

Nasze spojrzenia byly tak wymowne, ze nie potrzebowalysmy slow. Widzialam w jej oczach wspolczucie. Wiedzialam, ze Alice nie zostawi mnie teraz samej, ze bedzie walczyc razem ze mna.

Ryan przybiegl do nas w podskokach. Wygladal jakby wlasnie wygral los na loterii. Usmiechal sie od ucha do ucha i na nasze pytania co sie stalo odpowiadal tylko, ze jest najszczesliwszym facetem na swiecie. Dobrze, ze chociaz jemu ukladalo sie w zyciu.

-Poznalem dziewczyne – powiedzial w koncu.

-Naprawde? Gdzie? Kiedy? – spytalam podekscytowana.

Opowiedzial nam cala historie. Okazalo sie, ze tak naprawde jeszcze nie ma nic konkretnego miedzy nimi, po prostu sie spotykaja. Ale mam nadzieje, ze jednak cos z tego wyjdzie, bo widac bylo, ze naprawde mu na niej zalezy.

Podobnie bylo z Alice i moim bratem. Kto by pomyslal, ze jednak kiedys beda razem. Zawsze mi sie wydawalo, ze to tyko zwykle zauroczenie Alice i przejdzie jej po kilku tygodniach.

-Dzisiaj rano dzwonil do mnie i pytal co robie wieczorem wiec tak jakby mamy randke – powiedziala, gdy spytalam czy cos sie miedzy nimi zmienilo.

-Gratuluje! I mam nadzieje, ze w koncu zrobisz z niego pozadnego faceta.

Na chwile udalo mi sie oderwac od tych wszystkich skrajnych emocji. Po poludniu mialam probe wiec nawet nie mialam kiedy myslec o swoim zyciu. Niestety wieczorem zostalam zupelnie sama. Tata pracowal do pozna, moj brat mial randke z Alice, a Ryan umowil sie do kina z ta swoja tajemnicza Charlie. Tak wiec bylam sama w czterech scianach. Zrobilam sobie gorace kakao i postanowilam poczytac  jakas fajna ksiazke.

Nawet nie zauwazylam kiedy zasnelam. Obudzialam sie dopiero rano z ksiazka na brzuchu. Dziwne, ze przez cala noc ani raz sie nie obudzilam, ale uznalam to za dobry start. Sobotni poranek byl zimny i nieprzyjemny. Kiedy zeszlam na dol byla godzina 8:30, tak wiec jak na weekendowy poranek bardzo wczesnie bylam na nogach i nic dziwnego, ze w domu wszyscy spali.

Zrobilam sobie sniadanie, obejrzalam film i nie wiedzialam co z soba zrobic do godziny 14, poniewaz o 14:30 zaczynala sie proba. Ostateczna proba tak w ogole. Minely zaledwie 3 tygodnie od mojej pierwszej proby, a ja juz mialam stanac na scenie przed tlumem osob. Oczywiscie tylko ja bylam w takiej dziwnej sytuacji. Bo przeciez reszta aktorow miala proby juz od 3 miesiecy, a ja tak krotko bo w ostatniej chwili przyszlam zastapic inna aktorke, ktora odeszla lub zostala zwolniona – nie wiem dokladnie.

-I jak sie czujesz przed tak waznym dniem?

-Wlasnie tak jak wygladam – odpowiedzialam. Tata stal obok mnie w kuchni i o godzinie 11:30 jadl sniadanie, kiedy ja juz praktycznie kanczylam dzisiaj zaczeta ksiazke.

-Czyli...? – za wszelka cene probowal ze mnie cos wyciagnac.

-Boje sie, ze cos zepsuje i cale przedstawienie z mojej winy bedzie uznane za nieudane.

-Przesadzasz.

To byl caly jego komentarz. Czasami zastanawiam sie jak mama z nim wytrzymywala. Ja dopiero teraz to zauwazylam, ale moj tata naprawde nie zwraca uwagi na wiele waznych rzeczy. I zadko wyraza uczucia. Nawet na pogrzebie mamy sie nie rozplakal – dopiero w domu w swoim gabinecie gdy nikt nie widzial (oprocz mnie) rozplakal sie.

Tak jak np teraz liczylam na cos wiecej – ze jakos postara sie mnie podniesc na duchu – a on nic.

Mimo wszystko proba generalna wypadla bardzo dobrze. Jednak bardzo lubie przebywac na scenie.

Kolejny dzien okazal sie taki jak sie spodziewalam. Calam drzalam. Procz herbaty nie bylam w stanie nic wiecej w siebie wcisnac. Momentami czulam sie sparalizowana, mialam tylko nadzieje, ze nie poczuje nic takiego w czasie spektaklu.

-Bedziesz wysmienita – uslyszalam od dyrektora teatru.

Wszyscy byli juz na widowni. Gdzies zza kurtyny zauwazylam tate, michela i..... JUSTINA!?                 


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

25.Kto ma racje: rozum czy serce?

sobota, 24 listopada 2012 20:07

Przed teatrem czekała na mnie jeszcze jednak niespodzianka, przynajmniej tak myślałam o tym z początku.

____________________________________________________________________________


-A  jednak – uslyszalam na wstepie.

Justin stal wpatrzony we mnie i jak widac nie mial zamiaru odpuscic. Co ja mu takiego zrobilam, ze za wszelka cene probuje wzbudzic we mnie poczucie winy? Przeciez przez caly ten czas chcialam jedynie z nim byc, o nic wiecej mi nie chodzilo. A to, ze ktos zaproponowal mi bym zagrala w teatrze nie ma z nim nic wspolnego! Przeciez ludzie chca zobaczyc dobra sztuke, a nie jakas cholerna dziewczyne Justina Biebera – chociaz tak naprawde nikt nie ma pojecia, ze nia jestem. Oh, przepraszam – ze nia bylam.

-Nie zaczynaj.. – odparlam. Nie chcialam sie z nim klocic. Wiedzialam, ze nie ma racji, ale nie mialam ochoty sie z nim sperac.

-Myslalem, ze jestes ze mna bo cos do mnie czujesz – jego glos stal sie cichy.

-Zartujesz sobie!? – wybuchlam – Bylam z Toba i nigdy nie pragnelam nic innego! Ale to, ze dostalam w zyciu szanse chyba nie oznacza, ze Cie wykorzystalam! Wiem, ze zawsze mowilam, ze aktorstwo nie jest dla mnie, ale chyba kazdy ma prawo zmienic zdanie. Jesli Ci to nie odpowiada to bardzo mi przykro, ale juz podjelam decyzje.

-Nie sadzilem, ze zrobisz to tak latwo?

-Nie rozumiem. Co zrobie?

-Zrezygnujesz z nas. Bo jesli naprawde chcesz to robic to nie mozemy byc razem.

-Rozumiem, ze to jest taki Twoj kaprys, tak? Ale wybacz, nie mam zamiaru rezygnowac dla Ciebie z  czegos co mi sie podoba, tyko dlatego, ze ubzdurales sobie, ze wszystko co zaczynam osiagac zawdzieczam tylko Tobie.

-Myslisz, ze gdyby nie ja to by Ci sie udalo? – spytal mnie sarkastycznym glosem.

Mialam ochote uderzyc go w twarz. Nie moglam zrozumiec jak nagle mogl sie zrobic takim cholernym draniem! Ranil mnie, a najgorsze bylo to, ze robil to swiadomie, a wrecz specjalnie!

-Wynos sie! I juz nigdy nie pokazuj mi sie na oczy!

-To bedzie trudno, bo jestem slawny. Ale przynajmniej mam pewnosc, ze beze mnie ja i nikt inny juz nigdy o Tobie nie uslysze.

Zrobilam to machinalnie – po prostu uderzylam go w twarz i odeszlam. Byla pewna granica po mniedzy tym co mowi sie w zlosci i jakos mozna to zrozumiec i wybaczyc, a miedzy tym co jest ewidentnie skierowane przeciwko Tobie tyko dlatego zeby poprawic sobie samopoczucie.

Nie znosilam Go! Nie znosilam osoby, ktora sie stal i mimo tego, ze nadal Go kochalam, mialam gleboka nadzieje, ze juz nigdy w zyciu go nie spotkam.

Wracalam do domu szybkim tepem. Z chwila kiedy uslyszalam od niego te wredne slowa odechcialo mi sie doslownie wszystkiego. Nie mialam ochoty wracac do domu, isc do parku czy spotkac sie z Alice. Ale musialam przeciez komus sie wygadac. Jestem tylko zwykla dziewczyna i czasami naprawde potrzebuje wsparcia kogos kto mniej wiecej wie co dzieje sie w moim zyciu.

Kilkanascie minut pozniej Alice przyjechala do mnie do domu. Siedzialysmy w moim pokoju i pilysmy gorace kakao. Opowiedzialam jej o wszystkim od poczatku do konca. Przez chwile, gdy przestalam juz mowic dziewczyna w ogole sie nie odzywala. Balam sie, ze tak naprawde mnie nie zrozumie.

-Nie wierze, ze Ci to powiedzial – wydusila w koncu – Przeciez on naprawde Cie kocha! Jak mogl cos takiego powiedziec!?

-Najwyrazniej wcale mnie nie kocha, moze to byl tyko jego chory kaprys. Chcial przez chwile miec zwyczajna dziewczyne.

-Nie. To na pewno nie tak. Widzialam, jak na Ciebie patrzyl. Naprawde Cie kocham. Moze po prostu ktos Go juz kiedys w ten sposob wykorzystal i teraz boi sie jeszcze raz zaryzykowac. Wiesz jak to sie mowi: nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.

-Ale ja to ja, a nie jakas tam jego byla dziewczyna! Znaczy aktualnie jestem juz byla... Dobra, mniejsza z tym, przeciez wiesz o co mi chodzi.

-A nie mozesz z nim normalnie pogadac?

-Rozmawialam z nim dzisiaj i dobrze wiesz jak to sie skonczylo. Po za tym tak naprawde ostatecznie to zakonczylismy.

-I Ty naprawde tego chcesz?

-Oczywiscie, ze nie! Ale czy mam jakis inny wybor?

No wlasnie. Czy mialam jakis inny wybor? Przeciez przed chwila to wszystko zakonczylismy. Powiedzial, ze tylko Go wykorzystalam. Ze jestem  tak kiepska, ze sama sobie w zyciu nie poradze. Nie, nawet gdyby chciala z nim byc i nawet gdyby on tego chcial, to nie moglam wybaczyc mu jego slow.

-Nie mam innego wyboru! Nie po tym co mi powiedzial!

Jeszcze przez kilka godzin siedzialysmy u mnie. Nie mialam ochoty robiz nic innego. Impreza, koncet – w tym momencie mialam ochote tylko usiasc sama w koncie i plakac.

Kiedy Alice poszla polozylam sie do lozka. Bylam zmeczona, przybita a lzy mimowolnie naplywaly mi do oczu. Okolo godziny 11 zadzwonil do mnie telefon. Odebralam chociaz numer byl nieznany.

-Slucham – powiedzialam zaspanym glosem.

-Przepraszam, ze tak sie dzisiaj zachowalem. Nie bylem soba.

-To nie zmienia faktu, ze powiedziales to co powiedziales.

-Wiem, ale chce to jakos naprawic.

-Za pozno. To nie byl pierwszy raz kiedy mi powiedziales takie slowa. Przykro mi, ale nie pozwole sobie na wiecej takiego traktowania. To juz koniec, nie dzwon do mnie.

Rozlaczylam sie. Zaraz po tym wybuchnelam placzem, ktoy na wszelkie sposoby probowalam dusic w sobie, zeby nie obudzic domownikow.

Zakonczylam to. Wiedzialam, ze postapilam slusznie, ale w glebi serca tego nie chcialam. Tylko kto w tym przypadku mial racje: rozum czy serce?

 


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

24.Muszę być silna, mimo wszystko!

poniedziałek, 11 czerwca 2012 13:31

Jestem pewna, że teraz większość moich czytelników mnie wręcz nienawidzi za to, że ostatnio W OGÓLE nie pisałam i bardzo za to przepraszam! Jest mi naprawdę przykro, że nie miałam czasu na to by kontynuować to opowiadanie. Jednak teraz zabrałam się ostro za pisanie – nie tylko tego opowiadania, ale również innego ;) W każdym razie chcę tylko powiedzieć, że tym razem was nie zawiodę. Co prawda zbliżamy się do końca tej historii, jednak chcę byście towarzyszyli mi do końca. Pozdrawiam!

Autorka


 

Pobiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi do pokoju. Słyszałam tylko jeszcze jak tata miłym ale stanowczym głosem prosi Justina żeby wyszedł i że może porozmawia ze mną innym razem.

A co teraz zrobiłam!? Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Stuarta Rossa i przyjęłam jego propozycję. Twierdził że go wykorzystuję? To niech teraz zobaczy jak radzę sobie sama!


____________________________________________________________________________

 

 

Byłam zła na cały świat. Wszystko doprowadzało mnie do szału. Nawet przez poranny budzik, który dzwonił jak zawsze o 6:30 miałam ochotę skoczyć z okna. Tłumaczyłam sobie miliony razy, że dobrze postąpiłam, że to nie zawiniłam w tej naszej kłótni. Jednak prawda byłą taka, że Justin miał prawo tak pomyśleć. Przecież nigdy nie chciałam zostać aktorką. Więc dlaczego nagle mi się odmieniło? Ale z drugiej strony gdybym była taka totalnie do bani to z pewnością nie dostałabym propozycji z Broadwayu. Tak czy siak czułam się totalnie do bani. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Justin ani razu w ciągu tych dwóch przeklętych dni do mnie nie zadzwonił. I jak miałam to sobie wytłumaczyć? To logiczne, że był na mnie nieziemsko wściekły i już wymazał mnie ze swojego życia.

-Nie wierzę! - powiedziała Alice po tym jak jej opowiedziałam o telefonie od Stuarta Rossa. To prawda, że było to niesamowite, ale mi wcale nie było tak wesoło.

-Co jest? Co oprócz tego się jeszcze wydarzyło?

I nadszedł czas na szczere zwierzenia. Powiedziałam jej o wszystkim co wydarzyło się tego samego dnia. O rozmowie z Justinem i o tym, że to jest już prawdopodobnie koniec.

-Nie wierzę, żeby on tak łatwo odpuścił. Przecież już tyle razem przeszliście i zawsze wszystko jakoś się układało.

-Najwidoczniej nie tym razem.

-Nie dramatyzuj, nie jesteś jeszcze na scenie! - zaśmiała się Alice i mi również trochę poprawił się humor – Moim skromnym zdaniem powinnaś się teraz skupić na tym co jest naprawdę ważne, czyli na sztuce w której masz zagrać. To może być Twoje przepustka do dalszej kariery.

-Ale ja nie chce robić jakiejś pieprzonej kariery! Nie wtedy gdy najważniejsza osoba w moim życiu mnie opuściła!

-Wiesz co... może zabrzmię teraz jak własna matka, ale masz dopiero 17 lat i to jest Twoja pierwsza miłości, pierwsza, ale nie ostatnia. Nie możesz patrzyć na to jak na koniec świata, bo Twoje życie się dopiero zaczyna.

-Alice.. To co powiedziałaś było mądre i właśnie to mnie dziwi – zaśmiałam się.

-Najwidoczniej mam jeszcze w głowie trochę rozumu.

Następnego dnia po szkole miałam zjawić się u Pana Rossa i omówić „kilka bardzo ważnych spraw organizacyjnych” – jak on to podsumował. Byłam zestresowana, ale chyba trudno się temu dziwić.

Szkołę skończyłam koło godzin 4 i prosto stamtąd udałam się na Broadway. Cała drżałam niczym galareta. Jednak kiedy weszłam do środka i znalazłam się przed ogromną sceną cały stres momentalnie minął. Czy to świadczy o tym, że nadaję się do tego miejsca? Mam nadzieję, że tak.

-Dobrze, że jesteś. Bałem się, że jednak się rozmyśliłaś i nie przyjdziesz- powiedział zza moich pleców Pan Ross.

-Nie ma takiej opcji. Prędzej to Pan się rozmyśli – powiedziałam w żartach i miałam szczerą nadzieję, że do tego nie dojdzie.

-Nie ma takiej opcji – skwitował Pan Stuart i zaśmiał się cicho acz bardzo melodyjnie. Był to mężczyzna w średnim wieku, na moje oko miał jakieś 40 lat. Był przystojny, miał kruczoczarne włosy i lekko zadarty nos w dół. Ubierał się bardzo stylowo jak na mężczyznę w tym wieku. Byłam pewna, że jego grono wielbicielek jest ogromne.

Dyrektor teatru pokrótce objaśnił mi na czym będzie polegała moja „praca”. Dostałam scenariusz, a pierwsza próba miała się odbyć już w tą sobotę. czyli za dwa dni.

Obawiałam się tego jak zareaguje na moje pojawienie się reszta aktorów. Bo jak można tak po prostu zaakceptować fakt, że jakaś nowa, nieznana i niedoświadczona dziewczyna pojawia się w TYM teatrze i będzie grała główną role. Naprawdę postrzegałam tą całą sytuację jako żart lub nadzwyczajny sen. To wszystko było zbyt idealne by mogło być prawdziwe.

Ale na szczęście moje obawy się nie sprawdziły. Cała ta sytuacja bynajmniej mi się nie przyśniła, a aktorzy z którymi miałam grać okazali się bardzo sympatyczni.

Przed teatrem czekała na mnie jeszcze jednak niespodzianka, przynajmniej tak myślałam o tym z początku.

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

piątek, 25 lipca 2014

Licznik odwiedzin:  30 431  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog poświęcony opowiadaniu związanemu z Justinem Bieberem xdd

O mnie

Jestem zwykłą nastolatką o zwykłych zainteresowaniach. Lubię pisać wiersze i opowiadania. Uwielbiam tygrysy, muzykę, Australię i lato! W przyszłości chciała bym dużo podróżować. Bardzo lubię poznawać nowych ludzi więc jeśli też to lubisz, napisz do mnie ;)

Statystyki

Odwiedziny: 30431

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl